Ostatnimi czasy zrobiła się moda na fit sylwetkę i zdrowy styl życia. Oczywiście popieram to, ale wolałabym, żeby to nie była przemijająca moda, tylko trwała zmiana w społeczeństwie i świadomości ludzkiej. Jednak na własnym przykładzie wiem, że jest to coś do czego trzeba dojść samemu, to świadomość życia wysokiej jakości, którym tylko my sami możemy się zajawić. Ja się zajawiłam.

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o moim odżywianiu, sporcie i o tym jak schudłam, czyli o takiej mojej małej historii. Będzie to zarazem taki wstęp do serii wpisów o tego typu tematyce.

Wiem, że blogów, na których znajdziecie tysiące rad dotyczących zdrowego odżywiania, zdrowego trybu życia, odchudzania jest mnóstwo i jeszcze więcej, a każdy z nich w gruncie rzeczy zaprzecza temu poprzedniemu. Nie podważam tutaj żadnej teorii – uważam, że każdy organizm jest kompletnie inny i każdemu będzie służyć i szkodzić co innego, w różnej ilości itd. Nie chcę tu podawać jakiejś recepty na życie, chudnięcie, odżywianie czy sport. Chcę bardziej zachęcić do poszukania swojej własnej, do zakończenia narzekania, a rozpoczęcia działania.

Jak każdemu (chyba) wiadomo, odchudzanie poprzez diety (wiem, wiem dieta to sposób odżywiania i brak „diety”, to też dieta, stosuję to nazewnictwo w celu uproszczenia 🙂 ) mija się z celem. Często następuje słynny efekt jojo, a wraz z nim coraz większy brak motywacji, coraz więcej wymówek „nie to nie ma sensu”, „po co jak i tak za chwilę przytyję”. Żeby schudnąć najlepiej po prostu zmienić styl odżywiania i zacząć się ruszać. Tylko… A może aż?

Mam 168cm wzrostu i ważę 53kg. Jeszcze w grudniu 2012 roku ważyłam 60kg. Może operowanie tu wagą nie jest do końca trafione, bo np. przy wadze 53 kg wyglądam (oczywiście wg mnie) znacznie lepiej niż przy wadze 50 (po prostu doszły mi mięśnie), natomiast ta 7kg (zaledwie) różnica wagowa była dla mojego wyglądu naprawdę znacząca. Wcześniej wylewające się ze spodni boczki, ogromne pyzy na twarzy, po prostu grube uda i brzuch… Czułam się koszmarnie. I właśnie w grudniu 2012r zostałam zainspirowana do rozpoczęcia w po prostu zdrowszego trybu życia. I wiecie co, to było w tym wszystkim najlepsze, że moim celem nie było chudnięcie samo w sobie, była nim za to zmiana stylu życia..

Tak więc ustaliłam sobie plan działania no i oczywiście datę rozpoczęcia – 1.01.2013r. Tak – to było moje pierwsze noworoczne postanowienie które w 100% „wypaliło”. Ogólnym założeniem było zdrowe odżywianie i rozpoczęcie JAKIEJKOLWIEK aktywności fizycznej. Chciałam schudnąć, oczywiście, że tak, ale tak jak napisałam wyżej nie był to mój główny cel. To miało się zrobić „przy okazji” (tak się zresztą stało). Przede wszystkim chodziło o to, żeby zacząć jeść ZDROWO. Wraz z początkiem nowego roku, miałam:

  1. Odstawić słodycze
  2. Nie jeść niezdrowych rzeczy, fast foodów
  3. Nie podjadać
  4. Nie objadać się – wyczuć ten moment, kiedy jestem NAJEDZONA, a nie PRZEJEDZONA
  5. Rozpocząć jakąkolwiek aktywność fizyczną

Trzymałam się naprawdę dobrze, stopniowo zaczęłam się przyzwyczajać do odżywiania, sportu. Już nie myślałam o tym, że ciężko, że się nie chce. Po prostu siła nawyku. 🙂

Po 3 tygodniach bliscy zaczęli zauważać, że coś tam schudłam, a po 4 miesiącach miałam już -7kg na wadze. Nawet nie wiecie jaki szok przeżyłam kiedy nie mając styczności z wagą przez ten cały czas pojechałam do domu i na niej stanęłam. Miałam nadzieję ujrzeć chociaż 2-3kg mniej, a zobaczyłam 7.

Taką wagę trzymam mniej więcej do dziś. Sport stał się dla mnie codziennością, a kiedy go nie uprawiam, to czuję się po prostu źle. Z odżywianiem natomiast bywa u mnie różnie. Zdrowie jest dla mnie bardzo ważne, uwielbiam czytać różne ciekawostki, badania, artykuły czy całe książki na temat wpływu tego co jemy na nasze organizmy. Uwielbiam też jeść zdrowe rzeczy. Mimo to przyznaję, że często – zbyt często zdarza mi się zjeść coś niezdrowego. I chcę to z powrotem zmienić, zresztą sama po sobie widzę, ze im zdrowiej jem, tym lepiej się czuję, i fizycznie i psychicznie. Dlatego też piszę to wszystko, żeby zmotywować nie tylko Was, ale też, a może nawet przede wszystkim siebie, bo opowiadając to wszystko, sama ponownie sobie uświadomię, przypomnę jaki to wszystko ma niszczący wpływ na nasze organizmy.

Zapraszam więc do czytania kolejnych wpisów, które mam nadzieję powstaną w niedługim czasie, w których opowiem co nieco o każdym aspekcie, który tu wymieniłam, ale też będzie duuużo ciekawych rzeczy. 🙂

Asia