Jestem. Wróciłam. Ogarnięcie nowego trybu życia okazało sie nie być takie łatwe jak myślałam. Ale zdążyłam zatęsknić. Bardzo. 

Początek jesieni jest dla mnie jakiś taki przełomowy. Wbrew pozorom, pomimo tego, że fizycznie spada moja aktywność, robię się domatorem i najchętniej dzień spędziłabym pod kocem z gorącą herbatą, to jakoś tak psychicznie jest to dla mnie czas zmian. Jesienią robię się bardziej kreatywna, mój mózg zaczyna działać na zwiększonych obrotach. 😉 Dlatego w końcu jestem TU, wracam. Nie opuściłam tego miejsca totalnie zamierzenie, w gruncie rzeczy to próbuję wrócić od kilku miesięcy, ale do tej pory nie wychodziło… Nie chodziło o brak czasu czy chęci, bardziej o takie moje nieogarnięcie życiowe.  

W regularnej pracy minusem jest to, że ciężko mieć wiele pasji, ciężko pogodzić godzinne dojazdy, 8-godzinną pracę, prawie codzienne treningi, niezaniedbywanie chłopaka, znajomych i rodziny, uczenie się grafiki, pisanie, no i jeszcze gdzieś tam odpoczynek… 

W tym czasie jednak nauczyłam się jednej ważnej i przydatnej rzeczy – organizacji czasu. Ze swojego dnia wyciskam każdą jedną minutę, staram się nie obijać i nie mieć czasu na lenistwo (nie chodzi tu o odpoczynek ;)). Na początku ciężko było się przestawić, po pracy miałam ochotę tylko na to, żeby położyć się z książką, ewentualnie filmem. Nagle wszystko zrobiło się trudne, treningi, zdrowe odżywianie, grafika, pisanie… Jednak nie potrafię pogodzić się z taką utratą swojego czasu, swojego życia.

Lubię żyć intensywnie, lubię robić dużo.  Lubię też, wstać rano, zjeść spokojnie śniadanie, wypić pyszną kawę (i to wszystko najlepiej jeszcze w piżamie), a nie pędzić, żeby wyrobić się w 15 minut na tramwaj, ale to niestety jest cena tego, że staram się ogarnąć całą resztę. Ale przynajmniej wyklarowałam sobie jedną rzecz – chcę w przyszłości pracować zdalnie, za dużo mam tych pasji, za bardzo lubię życie, żeby codziennie tyle go tracić. 🙂  Nie to zdecydowanie nie dla mnie. Dzięki temu wszystkiemu powoli klaruje się w mojej głowie wyraźny obraz tego, jak chcę żeby wyglądała moja przyszłość. Jestem w stanie określić jakie muszę podjąć kroki, działania aby doprowadziły mnie do tego mojego celu.

Tymczasem jednak postanowiłam nie czekać na lepszy czas czy okazję i „zawalczyć” o to co kocham, o swoje pasje i spróbować raz jeszcze, po raz enty wrócić do pisania, grafiki, do tych wszystkich rzeczy, które porzuciłam, bo zaczęłam normalnie pracować.

Mimo wszystko, te pół roku nie poszło na marne. Taki „odpoczynek” od pisania, bloga, zmienił moje podejście i to diametralnie. Myślę, że na lepsze. Głowę mam pełną nowych pomysłów. Może tym razem się uda, a może znowu za pół roku zrobię sobie przerwę. Ale teraz się tym nie martwię, w końcu piszę dla przyjemności, bo chcę, a nie, bo muszę. 🙂

Dziś tak krótko, bo chciałam dać znać tylko, że wracam powoli do żywych i, że jest dobrze! 🙂