Chcę więcej, chcę bardziej, chcę mocniej. Chcę czuć, że żyję, że każdą sekundą mojego istnienia chłonę wszystko na 200%. Chcę wykorzystywać czas, który jest mi dany tu, na Ziemi. Chcę go wycisnąć jak cytrynkę.

Przyszła wiosna i choć brak energii niesamowicie mi doskwiera, to wciąż słyszę z tyłu głowy ten głosik, który nie pozwala mi usiedzieć w miejscu. Głosik, który uparcie mnie pyta:

Jeśli miałabyś jutro umrzeć, czy patrząc wstecz powiedziałabyś, że Twoje życie było szczęśliwe, że nie zmieniłabyś ani jednej rzeczy? 

Odpowiedź w większości brzmi: nie. Ale wiecie co, to bardzo dobrze. Bo to oznacza, że wciąż mam cele, marzenia, że mam coś dla czego chcę żyć i działać.

Biegnę więc do przodu, łapię 10 srok za ogon i szukam. I nie widzę w tym nic złego, bo próbując, poznaję, a poznając oceniam, czy to jest to co chcę w życiu robić. Dowiaduję się czy ta dana rzecz daje mi radość i satysfakcję.

Nie gloryfikuję przy tym zajętości. Ale nie dla mnie też gloryfikacja odpoczynku. Potrzebuję biec przez życie, jednocześnie zatrzymując się w każdym jego momencie i celebrując tu i teraz. 

Nie mogę usiedzieć w miejscu. Myśli pędzą jak szalone, mam 100 pomysłów na minutę. Jest tyle rzeczy do zrobienia, tyle rzeczy można zmienić na lepsze, tyle miejsc do zobaczenia. A życie na mnie nie poczeka. I może właśnie to, że nie znam dnia ani godziny to najpiękniejszy dar, który mogłam dostać. Bo pamiętam. Bo nie wiem. Bo to daje kopa w tyłek do nieodkładania siebie na później. 

 Wiesz, dziś doszłam do wniosku, że nie wiem co chcę w życiu robić, że pewne marzenia, były marzeniami zapożyczonymi, bo zazdrościłam życia, którego ja nie wiodę.

W końcu też dotarło do mnie, że nie muszę robić jednej rzeczy przez całe życie. Niby wiedziałam to wcześniej, ale jednocześnie nie potrafiłam sobie tego uświadomić. Dziś cieszę się, że mam taką opcję. Bo mam prawo do zmiany. Mam prawo do zmiany swoich pasji, mam prawo do zmiany ścieżki zawodowej, mam prawo do zmiany decyzji. I to jest piękne. Bo dzięki temu  zasmakuję życia jeszcze bardziej.

Pozwalam sobie na to, bo poznawanie świata, bo ciągłe zmiany dają mi siłę, dają mi motor do działania.

Wiem jedno, nie dla mnie stabilizacja, nie dla mnie spokój ducha, plan na życie. I wiecie co? Za miesiąc mogę zmienić zdanie. I dobrze mi z tym. 🙂