Jesień to dla mnie cudowna pora roku, jednak przez ciągłe wahania temperatur, zmienną pogodę często chorujemy. Mam wrażenie, że w ogóle w tym roku jest jakieś apogeum. Kogo nie zapytam – chory. Nawet mnie to dopadło. Mówię nawet, ponieważ cieszę się dobrą odpornością i bardzo rzadko składa mnie choróbsko tak, że muszę przeleżeć swoje w łóżku. Ale cóż zdarzyło się, więc musiałam sobie jakoś poradzić.

Jestem fanem naturalnych sposobów leczenia i nie lubię leków. Tzn. nie neguję ich totalnie, jednak uważam, że większość ludzi zdecydowanie zażywa ich za dużo – niewielki ból głowy – tabletki, lekki kaszel – syrop, kichnięcie – zestaw leków na przeziębienie, itp., itd. Ja osobiście sięgam po leki, kiedy już nie radzę sobie naturalnymi sposobami, ból jest zbyt duży lub zwyczajnie jest to jedyny sposób na wyleczenie. Jednak zdarza mi się to bardzo rzadko. Pamiętajmy, że nadużywanie leków, branie ich przy każdej możliwej okazji ma także swoje negatywne skutki, m.in. obciąża wątrobę, nerki. Nie wspomnę już o antybiotykach, których powinniśmy unikać i naprawdę tylko w ostateczności się na nie decydować. Jednak z tego co widzę, to antybiotyk coraz częściej jest lekarstwem na każdą chorobę, nawet przeziębienie… Ale nie o tym chciałam pisać.

Rozchorowałam się. Czułam się źle, żadnych leków w domowej apteczce (dosłownie żadnych). Włączyłam więc wujka google, poszperałam po sieci i rozpoczęłam swoją domową kurację.

Oto moja tajna broń przeciwko zarazkom:

  1. Gorący domowy rosół
  2. Woda z imbirem
  3. Woda z miodem i cytryną
  4. Herbata z sokiem malinowym (najlepiej lipowa)
  5. Czosnek

 

Po pierwsze rosół – wiedzieliście, że rosół, konkretnie gotowany kurczak wytwarza cysteinę, która jest świetna w walce z chorobami? Rosół ma właściwości rozgrzewające, posiada wielkie składników odżywczych, a dodatkowo należy do tzw. comfort food, dzięki czemu skutecznie poprawia nastrój. Ja rosołu zdecydowanie nie muszę w siebie wmuszać, jem go za każdym razem ze smakiem i spokojnie mogę stwierdzić, że jest to jedna z moich ulubionych zup.  Nie będę się rozpisywać i powtarzać tego, co było już napisane. Odsyłam więc do wpisu zupa zmieniająca życie. Możecie tam znaleźć odnośnik do publikacji naukowych potwierdzających te niezwykłe właściwości tej „zwykłej” zupy.

 

Po drugie woda z imbirem. Imbir to korzeń, w smaku specyficzny, dosyć ostry, jedni go uwielbiają inni nienawidzą. Ale nawet jeżeli należysz do tych drugich to warto się przełamać i w czasie choroby zjeść kilka plasterków lub dodać go do przyrządzanych potraw. Imbir jest świetny na mdłości, ma właściwości antynowotworowe, dodatkowo posiada silne właściwości przeciwzapalne i rozgrzewające. Nawet szklanka wody z kawałkiem tego korzenia może zdziałać cuda. Naprawdę polecam. Jednak doczytałam, że przez to, że rozrzedza krew, to nie powinny go jeść osoby, które mają z tym problem.  Znów po więcej informacji na temat imbiru odsyłam do obszernego wpisu u Aniamaluje (cóż poradzić, moja ulubiona blogerka zawsze trafia w temat) imbir – jak jeść i po co jeść.

 

miód, imbir, czosnek

Moje naturalne sposoby na przeziębienie: miód, imbir, czosnek

 

Po trzecie – woda z miodem i cytryną. Nad samą cytryną rozwodzić się  nie będę, myślę że wszyscy wiedzą, że jest bogata w witaminę C, dzięki czemu wspomaga naszą odporność. W połączeniu z miodem to naprawdę mieszanka wybuchowa, która mocno pomaga w walce z wszelkimi zarazkami. Pamiętajcie tylko, żeby cytryny nie dodawać do gorącej wody/herbaty – niszczymy wtedy jej właściwości i oprócz smaku nie mamy z niej większych korzyści. Co do miodu -cóż, nie ukrywam, że jego właściwościami interesowałam się najbardziej, poza tym mam słabość do wszelkiego rodzaju miodów (chyba zostało mi to z dzieciństwa). Miód przede wszystkim ma działanie bakteriobójcze. Jest on nazywany naturalnym antybiotykiem. Do substancji antybiotycznych, które są wytwarzane przez pszczoły należą m.in.: lizozym, inhibina czy apidycyna. Dzięki nim miód przeciwdziała różnego rodzaju grzybom, gronkowcom, paciorkowcom, a nawet działa na laseczki wąglika. Dodatkowo w miodzie znajdziemy całe mnóstwo substancji odżywczych i mikroelementów. I jak tu go nie kochać? Tutaj także chciałabym podkreślić aby nie rozpuszczać miodu w gorących napojach czy wodzie, z tego samego powodu, dla którego nie robimy tego z cytryną.

Chciałabym odnieść się do kolejnych 2 wpisów, tym razem z bloga Agnieszki Maciąg, gdzie znajdziecie przepis na miksturę na przeziębienie, właściwości miodu oraz różne sposoby na wzmocnienie swojej odporności (część z nich pokrywa się z tymi moimi :)): jak wzmocnić organizm, naturalny antybiotyk.   

 

Po czwarte – herbata z sokiem malinowym. Ale tylko tym domowym! Bez sztucznych dodatków i barwników. Oczywiście same w sobie maliny zawierają mnóstwo witamin i znajdziemy je także w soku z tych owoców. Sok malinowy ma właściwości wzmacniające serce czy też przeciwmiażdżycowe. Dodatkowo zawiera on kwas salicylowy obniżający gorączkę, który możemy znaleźć też np. w aspirynie. Warto tu też wspomnieć o przeciwutleniaczach, które znajdują się w soku z malin i pomagają z zwalczaniu wolnych rodników, odpowiedzialnych za nowotwory. W chorobie sok malinowy możemy dodać do herbaty, a najlepiej do herbaty lipowej. Ta konkretna herbata ma działanie napotne, dzięki czemu organizm „wyrzuca” z siebie wirusy. Poza tym w herbacie lipowej można znaleźć związki śluzowe, które pomagają przy leczeniu kaszlu czy bólu gardła.   

 

Na koniec – czosnek. Pewnie wielu z Was się krzywi, ale tak samo wielu się oblizuje. 😉 Ja czosnek lubię i się tego nie wstydzę. 😀 Tak, śmierdzi, dlatego unikam go, kiedy wiem, że będę musiała gdzieś wyjść, jednak w czasie choroby jest totalnie niezbędny. Jest to kolejny naturalny antybiotyk. Ma silne właściwości antybakteryjne. O czosnku mogłabym napisać kilka osobnych wpisów, ma tak dużo świetnych własności prozdrowotnych. Działa antynowotworowo, świetnie radzi sobie z chorobami układu oddechowego, wspomaga trawienie, chroni przed zawałem… Mogłabym wymieniać i wymieniać! Osobiście najbardziej lubię czosnek w formie sosu czosnkowego, jednak uwielbiam także grzanki czosnkowe. Zresztą czosnek akurat dodaję do wielu sosów, mięs, sałatek… Tak –  naprawdę uwielbiam czosnek. 😛 Jeżeli chodzi o grzanki czosnkowe, to przepis jest totalnie banalny:

Kromkę chleba smarujemy oliwą z oliwek, wyciskamy trochę czosnku, wedle uznania, dodajemy przyprawy, które lubimy (u mnie zioła prowansalskie/oregano/bazylia), wkładamy do piekarnika i pieczemy ok 10-15min w 170 stopniach. 🙂

 

To tyle ode mnie. A jakie są Wasz sposoby na przeziębienie? Może znacie jakieś inne, sprawdzone, chętnie je poznam!

Asia