Czytaliście kiedykolwiek Anię z Zielonego Wzgórza? Ja w czasach dzieciństwa przeczytałam chyba całą serię. Po latach, przez przypadek zobaczyłam tę książkę u kogoś na Instagramie. Do tego pojawił się nowy serial, właśnie na podstawie tej serii. Wróciło trochę wspomnień, sentyment, więc szybko nabrałam ochoty na odświeżenie sobie tej powieści.

Spodziewałam się w sumie miłej, przyjemnej, lekkiej lektury. Definitywnie się nie zawiodłam. Pochłonęłam całą serię bardzo szybko. 

Jednak pod tą całą „lekkością” znalazłam u Ani tyle fantastycznych lekcji życiowych, że aż muszę się nimi z Wami podzielić. 

 

LEKCJA 1

Jak cieszyć się małymi rzeczami.

Ania Shirley przez cały cykl zachwyca mnie swoim niebywałym optymizmem. Na każdej stronie widać jak bardzo fascynuje ją świat. Cieszy ją wiosna i budząca się do życia przyroda, gorąco i pełnia życia w lecie, cieszą kolorowe dywany liści jesienią, śnieżne zaspy zimą. Ania ma niesamowity dar, żeby we wszystkim dostrzegać to co najlepsze, widzi pozytywy w każdej sytuacji. 

Nawet po śmierci ukochanego Mateusza sama przyznaje, że ma wyrzuty sumienia, ponieważ pomimo tak wielkiej rany w sercu, wciąż jest pełna radości i cieszy ją otaczający świat.

 

LEKCJA 2

Chowanie urazy nie ma sensu.

Chowając do kogoś urazę, tak naprawdę ranimy najbardziej siebie, a nie kogoś innego. Czasem trzeba wybaczyć, odpuścić kiedy jest na to czas, bo potem może być za późno.

Tu mogę przytoczyć znaną wszystkim historia Ani i Gilberta. Czytając dalsze części o losach Ani Shirley jest mi naprawdę smutno, że Gilbert nie mógł uczestniczyć w tych pierwszych 5 latach życia Ani na Zielonym Wzgórzu, tylko przez jej głupi upór. I jestem przekonana, że sama też tego żałowała. 😉 

 

 

 

LEKCJA 3 

Wyobraźnia to jeden z największych skarbów jakie mamy.

Bo nic jej nie ogranicza. Bo w wyobraźni wszystkie marzenia są rzeczywistością i możemy  udać się tam w każdym momencie i w każdym miejscu. Tak naprawdę dopiero Ania uświadomiła mi jak cudowna jest rola wyobraźni w naszym  życiu. Nie chodzi o to, żeby porzucać marzenia, nie dążyć do ich spełnienia w rzeczywistości. Po prostu chodzi o to, że to jest nasze miejsce, do którego możemy „uciec”, gdzie wszystko dzieje się tak jak chcemy i gdzie wszystko jest możliwe. Czy to nie jest cudowna myśl, że możemy się tam znaleźć kiedy tylko będziemy mieli na to ochotę?

 

 

 

LEKCJA 4

Czasem to czego najbardziej pragniemy, o czym marzymy mamy tuż pod własnym nosem.

Nie wiem, czy nie jest to jedna z ważniejszych lekcji, którą dała mi Ania. 

Tu znowu historia Ani i Gilberta. Ania bardzo długo marzyła o romantycznych uniesieniach. Jednak bardzo długo nie zdawała sobie sprawy z tego, że ich miłość (z której jeszcze wtedy nie zdawała sobie sprawy) z Gilbertem właśnie taka jest, że Gilbert to własnie ten wymarzony. 

Czy nie macie czasem tak, że o czymś marzycie, o czymś co wydaje się być daleko poza naszym zasięgiem? A okazuje się, że leży tuż pod naszym nosem, wystarczy sobie tylko to uświadomić i po to sięgnąć. Czasem nie trzeba szukać daleko. 🙂

 

LEKCJA 5

Może trochę oklepana, ale: nie bójmy się mówić bliskim, że są dla nas ważni, że ich kochamy.

Tu dwie mogę przytoczyć dwie różne sytuacje:

  1. śmierć Mateusza – Ania wyrażała swoją wdzięczność i miłość dla Mateusza przez  cały czas. I pomimo całego bólu po jego odejściu, myślę, że nie miała do siebie żalu i nie wyrzucała sobie, że go nie doceniała, że nie mówiła mu jak bardzo go kocha.
  2. choroba Gilberta – odwrotna sytuacja miała miejsce z Gilbertem. Dopiero kiedy zachorował Ania zdecydowała się na wyznanie mu swoich uczuć, pomimo tego, że zdawała sobie z nich sprawę wcześniej. A co gdyby Gilbert nie wyszedł z choroby? Myślę, że w tej sytuacji miałaby do siebie sporo żalu i pretensji.

 

Naprawdę nie ma co czekać. Niech nasi bliscy wiedzą, że są dla nas ważni, że ich kochamy, że ich uwielbiamy,  że lubimy z nimi spędzać czas. 

 

Wiem, że dla wielu seria o Ani Shirley to tylko ckliwa opowiastka dla młodzieży (tak w sumie to dla tej żeńskiej części młodzieży). Ale ja ją bardzo mocno polecam. Naprawdę można wiele wyciągnąć z tych lektur, sama nie spodziewałam się tego jak wiele. 

Jednocześnie niesamowite było dla mnie widzieć, jak zmieniło się moje myślenie od czasu ostatniego przeczytania tej książki. Wtedy seria o Ani, była dla mnie właśnie tylko książką dla relaksu, a jedyne co z niej wyciągnęłam, to marzenia o nieprawdopodobnych rzeczach 😉

Dziś widzę to inaczej. Dziś Ania jest dla mnie inspiracją, z jej wiecznym uśmiechem, podejściem do ludzi, wsparciem i zakochaniem w życiu. 

 

Czy ktoś z Was czytał lub oglądał serię o Ani Shirley? A może oglądacie serial? Podzielcie się koniecznie swoimi wrażeniami! 🙂